sobota, 17 marca 2018

Pierwsze wiosenne witaminki

Za oknem jeszcze ostatnie mroźne tchnienie zimy, ale zeszły tydzień był ciepły jak na połowę marca przystało. Śniegi zeszły i oczywiście wygnało mnie z domu na pozimowe porządki. Grabiąc, to co nie zdążyłam posprzątać na jesieni, zaglądałam w zakamarki ogrodu i odkryłam pierwsze zielone listki mojego ulubionego chwastu. Dziś te listki znów są zmrożone ale to, że już się pojawiły, daje nadzieję na rychłą wiosnę.



Dla  większości ludzi pokrzywa to uciążliwy chwast, zarastający nasze ogrody i psujący ich wygląd. Dla mnie to ziele, które ma w moim ogrodzie swoje miejsce, gdzie mu się dobrze rośnie i nikt nie chce się go pozbyć. To ziele, na którego widok na wiosnę oczekuję równie niecierpliwie jak na pierwsze wiosenne kwiaty. A to za sprawą wyśmienitej i mojej ulubionej potrawy z młodych liści pokrzywy.

Dlaczego warto jeść pokrzywę?
To jedna z tych roślin, która jako pierwsza na wiosnę jest w stanie wzmocnić nasz organizm dostarczając nam wielu witamin i minerałów. Działa odtruwająco, moczopędnie, krwiotwórczo, poprawia trawienie i przemianę materii, obniża poziom cukru we krwi, pobudza laktację. 
Pokrzywę można jeść w sałatkach, dodawać do zup, kisić jak kapustę, pić napar zamiast herbaty czy  wyciśnięty z niej sok. 

Dla mnie źródłem wiosennej radości jest przygotowanie pokrzywy tak jak szpinaku.
Zbieram młode liście pokrzywy, bez łodyżek. Musi być ich dość dużo, gdyż podczas obróbki termicznej tracą mnóstwo objętości.  Liście podsmażam na oleju aż zrobią się miękkie i solę do smaku. Pod koniec smażenia dodaję kilka ząbków czosnku (musi być dobrze wyczuwalny) i śmietanę. Podaję jako dodatek do jajek sadzonych i ziemniaków. Moja rodzinka twierdzi, że pokrzywa jest o wiele lepsza niż szpinak, ponieważ liście pokrzywy są bardziej mięsiste i mają ciekawy wyczuwalny nawet po smażeniu smak. 
Osoby, które są wrażliwe powinny uważać z pokrzywą, gdyż jej duża dawka może wywoływać reakcje alergiczne. Warto zacząć od małych dawek. Pokrzywę można jeść do końca maja.

Pokrzywę używa się również przy przygotowywaniu kosmetyków, ale o tym już w innym wpisie.

Mojmira

wtorek, 9 stycznia 2018

Mycie warzyw i owoców- banał?

Przez długi czas nas tu nie było i gdy z nowym rokiem chciałam napisać zupełnie nowy tekst, to w wersjach roboczych odnalazłam nieopublikowany wpis na temat mycia warzyw i owoców. Jak go przeczytałam, to poczułam jakże utęskniony i wyczekiwany powiew lata. Dlatego właśnie w środku zimy publikuję zupełnie zapomniany artykuł :-)




     Witaj lato! Właśnie rozpoczęła się moja ulubiona pora roku: słońce, piękne okoliczności przyrody, odpoczynek... od razu chce się żyć. Jednak w tym roku szczególnie ważne jest dla mnie bogactwo, różnorodność dostępnych w tym okresie warzyw i owoców, ponieważ jestem początkującym "roślinożercą" :-)
       Wraz ze zmianą diety zaczęłam się zastanawiać nad tym czy aby na pewno mycie warzyw i owoców pod bieżącą wodą jest wystarczające. Zwłaszcza, że mam świadomość tego, że nawet nasi rolnicy używają różnego rodzaju pestycydów, nawozów sztucznych w celu ochrony i prawidłowego wzrostu upraw, czy też środków konserwujących aby jak najdłużej zachować świeżość zebranych plonów. Jednak wcześniej nie przejmowałam się tym, a raczej bagatelizowałam ten problem. Nawet w przypadku egzotycznych warzyw i owoców, mycie sprowadzało się u mnie do zwykłej wody z kranu, chociaż oczywiste było dla mnie, że są one bardzo intensywnie konserwowane aby przetrwać daleki transport. Gdy moje dzieci były małe i zaczynały poznawać nowe smaki, często dodatkowo wyparzałam owoce. Jednak z biegiem czasu wrócił nawyk mycia pod bieżącą wodą. Brutalna prawda jest taka, że ani zwykłe mycie, ani wyparzanie nie wystarczą, gdyż tego typu środki chemiczne zazwyczaj nie rozpuszczają się w wodzie.


                          


       Odkąd zaczął nurtować mnie ten temat, rozpoczęłam poszukiwania informacji oraz testy. W ich wyniku  obecnie postępuję nieco inaczej.
        Bezpośrednio po zakupach wszystkie warzywa i owoce umieszczam w zlewie i dokładnie płuczę je pod bieżącą wodą. Oczywiście wcześniej dokładnie myję zlew przy pomocy pasty zrobionej z sody oczyszczonej i octu. 

       
                           


       Następnie napełniam zlew wodą i dodaję szklankę octu, proporcja około 1/2 szklanki octu na litr wody. Tak moczę warzywa i owoce przez 3 minuty. Czemu ma to służyć? Kwaśny odczyn neutralizuje przede wszystkim bakterie.

       Drugi etap, to moczenie warzyw i owoców w wodzie z sodą oczyszczoną. U mnie 4 łyżki sody na zlew, gdyż proporcja to 2 łyżki na litr wody. Ponownie moczę 3  minuty. Ten etap służy pozbyciu się pestycydów. 
       Na sam koniec dokładnie je płuczę i odkładam na suszarkę do wyschnięcia.
       Podstawowa moja uwaga jest taka, że  po myciu kwaśno-zasadowym, warzywa i owoce odzyskują intensywny zapach. Ważne jest, żeby nie przeciągać czasu trwania poszczególnych etapów, bo można uszkodzić skórki warzyw (zwłaszcza te delikatne). Na przykład zdarzyło mi się, że rzodkiewki straciły swój śliczny różowy kolor i były prawie białe. Często bywa też tak, że takie mycie przyspiesza rozpoczęte procesy gnilne, których wcześniej nie było widać, więc warto po takim myciu i wysuszeniu dokładnie przejrzeć wszystkie warzywa czy owoce.
      Kiedyś natrafiłam na audycję radiową, w której redaktor pytał panią dietetyk o mycie kwasowo-zasadowe i jej opinia była taka, że to bzdura, mit i nic to nie daje. Ja jednak wolę swój sposób, bo się przekonałam, że różnica jest znacząca i każdy powinien ocenić to sam.



Rzepicha.